czwartek, 28 listopada 2013

Ewakuacja

12.10.2013 r. noc z soboty na niedzielę


Śnię...

 Wielki hol wielkiego budynku... Chyba jakiegoś centrum badawczo-naukowego (?). Nie jestem pewna.
 A może to stacja kosmiczna albo statek-planeta zawieszony, gdzieś w przestrzeni w kosmosie? Takie dziwne miejsce...
 Jest dużo ludzi. Tłok, zgiełk, ścisk, przepychanie, nerwowość... Losowanie, lista, jakiś taki przymusowo-dobrowolny konkurs. Znowu takie dziwne okoliczności... Ludzie zostaną podzieleni na dwie grupy - wybranych i niewybranych. Przez co? Przez kogo? Dlaczego? Po co? Według jakich zasad, jakiego kodu?
 To taka trochę "ruska ruletka"...
 Tu gdzie żyjemy jest... no coś nieciekawie się dzieje. To miejsce już długo nie przetrwa. Destrukcja jest powolna ale niestety stała. Zanim pokolenia wyginą razem z tym miejscem upłynie jeszcze trochę czasu, ale żyć będzie z każdym dniem i miesiącem trudniej. Zasobów będzie ubywać szybko. Ludzie staną się bezwzględni. Okrutni, brutalni i dzicy.
 W wyniku jakiegoś losowania - selekcji niektórzy mają szansę na ewakuację do ... innej rzeczywistości? Do równoległego świata albo na inną planetę, inny statek? Mają szansę uniknąć zagłady, wydostać się stąd.
 Będą wybrani... To jedna z wielu tur, ale to nie tak, że kiedyś każdy będzie mógł być ewakuowany. Jest określona ilość rzutów. I jest określony - krótki - czas! Nie wiem dlaczego... Nie wiem kto o tym decyduje... i kim/czym jest. Czy ci co to robią (tzn. ewakuują) odlecą, czy też wyczerpie się miejsce docelowe, a może zamkną się "wrota" do tego miejsca? Więcej pytań niż odpowiedzi.

 Czy bycie wybranym to dobrze czy źle? Zastanawiam się nad tym stojąc w holu hali w rozemocjonowanym tłumie. Mam tak wiele wątpliwości... Są tacy co TYLKO się cieszą.
 Nie wiem czy bym chciała... Nie znam "dobrodziejów", którzy o tym decydują. Nie znam ich intencji i absolutnie nic o nich nie wiem. Kto/co dokonuje przeniesienia? Dokąd, po co i dlaczego, to robi? Bezinteresownie czy za coś? Czym to "coś" miałoby być?
 To co wiem o tym (tych?) "bycie" ("bytach"?), to  tylko głos przez megafon. Głos matowy, wydający polecenia, przekazujący komunikaty. Czy to byt ziemski czy jakiś inny, nieznany? A jeśli inny to jaki?
 Czy nie ma złych intencji?
 Jak wygląda ten "nowy świat"?
 Co tam jest, co czeka ewakuowanych?
 Czy aby nie zostaną nikczemnie oszukani i wykorzystani?
 CO - TO - WOGÓLE - JEST????

 Ludzie się cieszą! Wylosowani pękają ze szczęścia. Taki fart! Taka szansa! Nobilitacja!!!
 Idą schodami-rampą na górę. Jest tam chyba jakaś śluza... przejście "na" lub "do"... kądś/czegoś. Śluzy pilnują humanoidalni strażnicy. Ci wybrani ludzie są dumni i szczęśliwi. Wiedzą, że już nigdy (!) nie wrócą. To droga w jedną stronę. Gdy już się zgodzisz nie możesz się wycofać, rozmyślić, zrezygnować, zawrócić. Dokonujesz jednokrotnego, nieodwracalnego wyboru... Oni się cieszą i śmieją. Idą rampą z ogromną radością i energią. A ja stoję na dole... patrzę...i cały czas myślę, że to głupia radość jest....
 I z czego się cieszysz? Jesteś jak małe, bezwolne, bezrozumne, głupie zwierzątko prowadzone rampą ku zagładzie. Tak kiedyś prowadzono więźniów do krematorium, też mieli zażyć jedynie kąpieli... Tak im powiedzieli.
 "Wybrani" cieszą się i o nic nie pytają. Wystarczy, że poczuli się lepsi od innych. Od tych nieudaczników stojących w holu na dole. Od tych tam - ze smutnymi oczyma, z twarzami bez uśmiechu, z opuszczonymi rękoma... Są lepsi i sprytniejsi o tych co zostali, od tych skazanych na powolną zagładę. Są WYBRANI, Wygrani!!! Tak im powiedzieli... i wystarczyło, by nie pytali co dalej. Nie ważne! Ha, ha, ha jakże ci na dole muszą im zazdrościć! Przegrana hołota! Matołki co nie umieją się wkręcić i gdzie trzeba dopchać! Ha, ha, ha!

 Poszli...

 Nam kazali rozejść się grupami do różnych auli - sal. Różniły się wielkością i przeznaczeniem. Niektóre były ogromne, długie i bardzo wysokie, pełne rzędów krzeseł jak w dworcowej poczekalni albo w auli wykładowej.
 Światła na holu przygasły. Koniec atrakcji i koniec przedstawienia!
 Wchodzę do kolejnej auli. Jest widniejsza niż poprzednia. Wszędzie dużo ludzi. Gęsto ale nie ścisk. Siadam na jakimś wolnym krzesełku. Czekamy... Jakiś wykład jest - był - ma być. Może ogłoszenie? Nie wiem.
 Ciągle każą nam czegoś słuchać. To obowiązkowe choć kolejność jest dowolna, można sobie wybrać wg własnego upodobania. Tak czy siak trzeba wysłuchać wszystkich prelekcji-wykładów-pogadanek. One do czegoś przygotowują?
 W auli, w której siedzę, wysoko w górze, pod sufitem są duże, bardzo duże okna. Takie jak całe piętro...
 Widzę tam... o Boże, to osoby, które cieszyły się, że zostały 'wybrane" do nowego/lepszego  świata/życia, te co cieszyły się że udało im się stąd uciec. Uciec przed zagładą.
 Wiszą wycieńczone, udręczone, półżywe przyczepione parcianymi pasami za ręce, nogi, tułów do ścian między oknami. Umierają?... Jedni wiszą a inni... coś z nimi nie tak, bardzo źle... ale nie mogę sobie odtworzyć obrazu ze snu, pewnie był zbyt straszny i świadomość zamazała możliwość przypomnienia.
 Oni nie wiszą tam bez celu - oni są... do zasilania (!). Ale dlaczego?!!! Co zasilają? Po co? Kto im to zrobił.... Czy przeżyją? Co z pozostałymi? Czy wszyscy tak skończą? Czy przetrwają?

 Patrzę na ten przerażający obraz, jest makabryczny i straszny! Ogarnia mnie nieopisane przerażenie i... bezradność. W głowie milion myśli i... odkryć! Nie mogę ich unieść, budzę się!!!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz