Śnię...
Wielki hol wielkiego
budynku... Chyba jakiegoś centrum badawczo-naukowego (?). Nie jestem pewna.
A może to stacja
kosmiczna albo statek-planeta zawieszony, gdzieś w przestrzeni w kosmosie?
Takie dziwne miejsce...
Jest dużo ludzi.
Tłok, zgiełk, ścisk, przepychanie, nerwowość... Losowanie, lista, jakiś taki
przymusowo-dobrowolny konkurs. Znowu takie dziwne okoliczności... Ludzie
zostaną podzieleni na dwie grupy - wybranych i niewybranych. Przez co? Przez
kogo? Dlaczego? Po co? Według jakich zasad, jakiego kodu?
To taka trochę
"ruska ruletka"...
Tu gdzie żyjemy
jest... no coś nieciekawie się dzieje. To miejsce już długo nie przetrwa.
Destrukcja jest powolna ale niestety stała. Zanim pokolenia wyginą razem z tym
miejscem upłynie jeszcze trochę czasu, ale żyć będzie z każdym dniem i
miesiącem trudniej. Zasobów będzie ubywać szybko. Ludzie staną się bezwzględni.
Okrutni, brutalni i dzicy.
W wyniku jakiegoś
losowania - selekcji niektórzy mają szansę na ewakuację do ... innej
rzeczywistości? Do równoległego świata albo na inną planetę, inny statek? Mają
szansę uniknąć zagłady, wydostać się stąd.
Będą wybrani... To
jedna z wielu tur, ale to nie tak, że kiedyś każdy będzie mógł być ewakuowany.
Jest określona ilość rzutów. I jest określony - krótki - czas! Nie wiem
dlaczego... Nie wiem kto o tym decyduje... i kim/czym jest. Czy ci co to robią
(tzn. ewakuują) odlecą, czy też wyczerpie się miejsce docelowe, a może zamkną
się "wrota" do tego miejsca? Więcej pytań niż odpowiedzi.
Czy bycie wybranym to
dobrze czy źle? Zastanawiam się nad tym stojąc w holu hali w rozemocjonowanym
tłumie. Mam tak wiele wątpliwości... Są tacy co TYLKO się cieszą.
Nie wiem czy bym
chciała... Nie znam "dobrodziejów", którzy o tym decydują. Nie znam
ich intencji i absolutnie nic o nich nie wiem. Kto/co dokonuje przeniesienia?
Dokąd, po co i dlaczego, to robi? Bezinteresownie czy za coś? Czym to
"coś" miałoby być?
To co wiem o tym
(tych?) "bycie" ("bytach"?), to tylko głos przez megafon. Głos matowy,
wydający polecenia, przekazujący komunikaty. Czy to byt ziemski czy jakiś inny,
nieznany? A jeśli inny to jaki?
Czy nie ma złych
intencji?
Jak wygląda ten
"nowy świat"?
Co tam jest, co czeka
ewakuowanych?
Czy aby nie zostaną
nikczemnie oszukani i wykorzystani?
CO - TO - WOGÓLE -
JEST????
Ludzie się cieszą!
Wylosowani pękają ze szczęścia. Taki fart! Taka szansa! Nobilitacja!!!
Idą schodami-rampą na
górę. Jest tam chyba jakaś śluza... przejście "na" lub
"do"... kądś/czegoś. Śluzy pilnują humanoidalni strażnicy. Ci wybrani
ludzie są dumni i szczęśliwi. Wiedzą, że już nigdy (!) nie wrócą. To droga w
jedną stronę. Gdy już się zgodzisz nie możesz się wycofać, rozmyślić,
zrezygnować, zawrócić. Dokonujesz jednokrotnego, nieodwracalnego wyboru... Oni
się cieszą i śmieją. Idą rampą z ogromną radością i energią. A ja stoję na
dole... patrzę...i cały czas myślę, że to głupia radość jest....
I z czego się
cieszysz? Jesteś jak małe, bezwolne, bezrozumne, głupie zwierzątko prowadzone
rampą ku zagładzie. Tak kiedyś prowadzono więźniów do krematorium, też mieli zażyć
jedynie kąpieli... Tak im powiedzieli.
"Wybrani"
cieszą się i o nic nie pytają. Wystarczy, że poczuli się lepsi od innych. Od
tych nieudaczników stojących w holu na dole. Od tych tam - ze smutnymi oczyma,
z twarzami bez uśmiechu, z opuszczonymi rękoma... Są lepsi i sprytniejsi o tych
co zostali, od tych skazanych na powolną zagładę. Są WYBRANI, Wygrani!!! Tak im
powiedzieli... i wystarczyło, by nie pytali co dalej. Nie ważne! Ha, ha, ha
jakże ci na dole muszą im zazdrościć! Przegrana hołota! Matołki co nie umieją
się wkręcić i gdzie trzeba dopchać! Ha, ha, ha!
Poszli...
Nam kazali rozejść
się grupami do różnych auli - sal. Różniły się wielkością i przeznaczeniem.
Niektóre były ogromne, długie i bardzo wysokie, pełne rzędów krzeseł jak w
dworcowej poczekalni albo w auli wykładowej.
Światła na holu
przygasły. Koniec atrakcji i koniec przedstawienia!
Wchodzę do kolejnej
auli. Jest widniejsza niż poprzednia. Wszędzie dużo ludzi. Gęsto ale nie ścisk.
Siadam na jakimś wolnym krzesełku. Czekamy... Jakiś wykład jest - był - ma być.
Może ogłoszenie? Nie wiem.
Ciągle każą nam
czegoś słuchać. To obowiązkowe choć kolejność jest dowolna, można sobie wybrać
wg własnego upodobania. Tak czy siak trzeba wysłuchać wszystkich
prelekcji-wykładów-pogadanek. One do czegoś przygotowują?
W auli, w której
siedzę, wysoko w górze, pod sufitem są duże, bardzo duże okna. Takie jak całe
piętro...
Widzę tam... o Boże,
to osoby, które cieszyły się, że zostały 'wybrane" do nowego/lepszego świata/życia, te co cieszyły się że udało im
się stąd uciec. Uciec przed zagładą.
Wiszą wycieńczone,
udręczone, półżywe przyczepione parcianymi pasami za ręce, nogi, tułów do ścian
między oknami. Umierają?... Jedni wiszą a inni... coś z nimi nie tak, bardzo
źle... ale nie mogę sobie odtworzyć obrazu ze snu, pewnie był zbyt straszny i
świadomość zamazała możliwość przypomnienia.
Oni nie wiszą tam bez
celu - oni są... do zasilania (!). Ale dlaczego?!!! Co zasilają? Po co? Kto im
to zrobił.... Czy przeżyją? Co z pozostałymi? Czy wszyscy tak skończą? Czy
przetrwają?
Patrzę na ten
przerażający obraz, jest makabryczny i straszny! Ogarnia mnie nieopisane
przerażenie i... bezradność. W głowie milion myśli i... odkryć! Nie mogę ich
unieść, budzę się!!!