sobota, 23 lutego 2013

Wojowniczka

Sen z tragicznym zakończeniem, ale wypełniony uczuciem szczęścia i spełnienia.

Rzecz dzieje się w jakimś pustynnym mieście. W średniowieczu lub na początku nowej ery. Gród otoczony jest wysokim murem. Do środka prowadzą wielkie bramy miejskie, które strażnicy zamykają o zmierzchu i otwierają o świcie. Miasto położone jest na równinie otoczonej z czterech stron wysokimi górami. To duża, sucha, piaszczysta dolina.

Jest popołudnie. Biegnę z moim ukochanym wąskimi, zatłoczonymi uliczkami. Uciekamy przed ludźmi miejscowego kacyka. Ścigają nas konno. Mój ukochany jest przywódcą rebeliantów. Stoi na czele ruchu wyzwoleńczego. Władca jest okrutny. Ludzie nie byli w stanie dłużej wytrzymać ucisku i terroru władcy, dlatego powstali przeciw tyranowi. Ten zaś postanowił krwawo rozprawić się z rebeliantami!
Ktoś nas zdradził….
Biegniemy w stronę bramy. Musimy wydostać się z miasta. Strażnicy są tuż, tuż. Mój ukochany prosi mnie żebym uciekała, żebym go zostawiła i ratowała swoje życie. Im chodzi o niego! Nie będą mnie ścigać – skupią się na schwytaniu jego. Mam szansę ukryć się, uciec z miasta i żyć gdzieś indziej… Bez niego, ale żyć!

Nie ma mowy! To nie wchodzi w rachubę! Kocham go bardziej niz cokolwiek na świecie. Nie wyobrażam sobie życia bez niego. Bez niego żyć nie chcę i nie mam po co. Nie zostawię go! Ani teraz, ani nigdy! Razem walczymy i razem zginiemy jeśli będzie trzeba. Nie cofnę się.

W ostatniej chwili dopadamy bramy. Za moment zostanie zatrzaśnięta. Biegniemy po rozgrzanym piasku w stronę gór, przed siebie, byle dalej od miasta. Czerwone słońce powoli chyli się ku wzgórzom. Dech urywa się w piersiach, ale nie zwalniamy tempa ani na chwilę. W oddali słychać tentent końskich kopyt – to pościg!

I nagle zdajemy sobie sprawę, że znaleźliśmy się w pułapce, w sytuacji bez wyjścia – za plecami mamy ścigających nas strażników, a przed sobą pionowo opadającą skałę. Stoimy na skraju głębokiego urwiska. Ucieczka skończona.
Nagle ogarnia mnie nieopisany spokój i błogość. Mój ukochany błaga mnie bym go tu pozostawiła, bym uciekała, bym ratowała swoje życie, a ja czuję to przepełniające mnie, nieopisane szczęście. Kocham go. I tak już pozostanie. Za chwilę zginę tu razem z nim. Opuszczę świat w jego objęciach. Jestem spełniona i szczęśliwa. To było cudowne życie, bo go spotkałam. To jest cudowna śmierć, bo odchodzę z nim – z jego miłością, troską, obecnością….
Pościg jest coraz bliżej. Siedzimy objęci na skalnym urwisku wpatrując się w zachodzące za góry słońce. Jest ciepło, błogo, pastelowo. Przytualamy się…. Świst miecza, rżenie koni… To tylko chwila. Byliśmy razem… do końca.

Mój ukochany był  dobry, szlachetny, waleczny, i piękny. Średniowieczny arabski rycerz.
Dziaj już nie ma (chyba ?) takich mężczyzn….

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz