niedziela, 24 lutego 2013

Interkosmos

Byłam w domu na wsi. Wieczór a właściwie noc… W domu świeciło się światło. Było sporo ludzi, rodzina… Mama, ojciec, siostra, zmarły wujek i ciotka… i jeszcze inni… Nie widzę twarzy.

Jestem z ojcem na podwórzu. Jest późna jesień, ciemno. Pod dom pojeżdża samochód (stary, zwykły, zakurzony). Wysiada Krystyna. Jest wzburzona i bardzo przestraszona. Podbiega do nas i szybko mówi:

A wy co? Co wy tu robicie???! Nic nie wiecie?!!!! Nie wiecie? Przecież cały dzień trąbią o tym wszędzie! w radiu, w telewizji, wszędzie! Boże… uciekajcie…

I wtedy już wiem o co chodzi. Widzę…

Czarne niebo wypełnia się statkiem… Jest potężny. Jest od horyzontu po horyzont. Jest zamiast nieba… Cichy, stalowy… przesuwa się bezszelestnie i wypełnia całe niebo.

Tylko westchnęłam i usłyszałam swój cichy głos: A jednak są. Oni na prawdę istnieją… Na prawdę przylecieli…

Jestem, hym… ja poczułam ulgę. Odetchnęłam. Poczułam się tak jakby wreszcie ktoś uwolnił mnie od ciężaru, zdjął odium. Nareszcie… Nie wierzyłam… że dotrzymają warunków, że przylecą. A teraz, oto SĄ. WRÓCILI. Wreszcie…

Ja nie czuję przerażenia. Czuję co innego… Zaczęło się. Klamka zapadła.

Przyszedł czas realizacji zadań, a ja jestem w tym projekcie składowym elementem.

Statek wysłał promień. To sonda-szperacz. Omiata dom, podwórko… Szuka. Wiem czego i wiem jak to identyfikuje. Rzucam się do taty i karzę mu natychmiast paść na glebę, przykryć szczelnie płaszczem. Szperacz nie może natrafić na ciepłe ciało. Jak otrze się o martwą materię jest szansa że nie zidentyfikuje życia… Leżymy w ciszy i bezruchu. Szperacz przesuwa się dalej – nic nie znalazł… Czuję ulgę. Szybko biegniemy do domu.

To nie jest tak, że oni nie wrócą; że nie namierzą… ale na chwilę zyskujemy czas.

Przybył statek matka. Z nim Armada… Będą sprzątać. Będą naprawiać zniszczenia. Ziemianie nie sprawili się i trzeba zrobić porządek. Ale to inne sprzątanie niż nam się wydaje. Nie, to nie rzeź niewiniątek, to przeprogramowywanie i eliminowanie patologicznych kodów. Przez wieki wieków następowała powolna degeneracja i kodowanie nie odtwarza się już właściwie. To przynosi złe skutki. Rozregulowaliśmy swój świat i brniemy dalej. Pycha i fałszywe kody odebrały ludzkości możliwość prawidłowego funkcjonowania. To sprzątanie to swego rodzaju leczenie. Kto nie zechce się mu poddać będzie wyeliminowany.

Ja wiem to… zwykli ludzie nie. Wiedzą to też pewne służby, które ze wszech miar chcą powstrzymać proces.

Pod dom zajeżdżają dwa wozy – czarne, opancerzone, naszpikowane elektroniką.

Są brudne od błota i kurzu. Wysypują się agenci i żołnierze ze specjalnej (tajnej) wojskowej grupy operacyjnej. To dzieje się tak błyskawicznie! W jednej chwili są właściwie wszędzie. Szukają! Ale… aparaty milczą. Nic nie lokalizują choć przecież nie wzięli się tu znikąd i musieli wychwycić sygnał… Czuję napięcie, ale zachowuję spokój. Wiem kogo/czego szukają.

Chwilę po tym jak opuszczają siedlisko, ktoś z miejscowych przywozi do mnie dwie ledwie żywe obce istoty. Tylko ja mogę im pomóc, ale jeśli mi się nie uda – umrą. Jestem zrozpaczona. Zrobię wszystko by utrzymać to życie. Zamykam oczy. Kładę ręce… Czuję jak wzrasta siła, jak energia się kumuluje, jak płynie… ale jej tak bardzo dużo potrzeba. Szeroki strumień energii, który teraz przeze mnie płynie, bardzo szybko mnie wyczerpuje. Ta energia wyniszcza, ale taka jest cena odtwarzania życia w innej umierającej istocie. Znam tę cenę i wiem, że mogę to przypłacić życiem. Nic nie jest za darmo...

Nie znam zakończenia bo tu się pamięć urywa.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz