sobota, 23 lutego 2013
Unicestwienie
To były bardzo, bardzo dawne czasy. Byłam szczupłym, młodym człowiekiem. Uciekałam przed drapieżnymi dinozaurami. Nie były duże. Były wielkości psa. Polowały w stadzie. Miały bardzo dobry węch, dobry wzrok, potrafiły szybko biegać. Były niezwykle zwinne. To świetni myśliwi wyposażeni w doskonałą broń - inteligencję, i ostre jak brzytwa zęby.
Bardzo się bałam/bałem (nie wiem jakiej byłam płci). Zdawałam sobie sprawę, że nie mam szans w tej potyczce. Nie miałam gdzie uciec, ani gdzie sie ukryć przed stadem. Teren był pustynny. Czerwone, wypalone słońcem skały. Gdzie niegdzie miniaturowe oczka wodne (właściwie dołki), ale nie były wypełnione wodą, tylko parującym kwasem. Jakąś silnie żrącą, mazistą substancją. Trzeba było bardzo uważać by nie wdepnąć w taką kałużę. Chwila nieuwagi groziła śmiercią wskutek nieodwracalnych poparzeń kwasem i zawartą w nim trucizną.
Uciekałem przed stadem. Ubrany byłem w strzęp skóry z jakiegoś zwierzęcia. W ręku ściskałem drewnianą dzidę. Chyba nie była uzbrojona w żaden grot. Ot, zwykły zaostrzony kij. Stado zagnało mnie pod skalne urwisko, pionową wysoką i długą skałę. Przeczuwałem swój nieuchronny koniec. Ukryłem się za wielkim głazem. Stado zatrzymało się. Mali, bezwzględni mordercy... Zamarli w bezruchu i powoli badali wzrokiem i węchem otoczenie. Zaciągali do płuc powietrze i filtrowali kierunek pochodzenia zapachu... Szukali mnie, szukali zwierzyny. Czułem jak serce mi pęka z przerażenia. Zacząłem się pocić. To przeważyło szalę. Drapieżniki ruszyły w dzikim pędzie w moim kierunku. Już tylko myślałem o jednym. Umrzeć od pierwszego ciosu. "Zjedzą mnie żywcem!". Dopadły mnie... Wyrywały kawały mięsa, rozszarpywały, łamały kości. Czułem to... czułem.... dobrą chwilę... zanim (...).
A potem tylko ciemność. I wreście się obudziłam.
Długo jeszcze czułam rwący ból ukąszeń, walenie serca, potworny śmiertelny strach.
Zjadły mnie żywcem.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz